poniedziałek, 10 maja 2010

Kiedy niebo nawiedza ziemię

Kiedy niebo nawiedza ziemię to tytuł książki, do której po raz drugi sięgnąłem tydzień temu. Pierwszy raz zacząłem czytać ją zimą w pociągu, wracając z Warszawy, gdy w przedziale nie działało ogrzewanie. Poczułem wtedy wyraźne zaproszenie do modlitwy w imię Jezusa, aby było ciepło. Choć wydawało się to szalone, w końcu po wewnętrznym zmaganiu, tak zrobiłem. Pisałem o tym w jednym z poprzednich postów: W imię Jezusa - aby było ciepło! Modlitwa ta poprowadziła do rozmowy o żywej wierze w Jezusa ze studentką, która siedziała naprzeciw mnie. Na koniec dałem jej właśnie tę książkę, którą dopiero co zacząłem czytać.

Niedawno ponownie zamówiłem tę książkę i sięgnąłem po nią w ubiegłą środę. W pierwszym rozdziale autor, Bill Johnson, charyzmatyczny pastor, opisuje niezwykły ślub, jaki miał miejsce w ich wspólnocie. Państwo młodzi - Ralph i Colleen, którzy żyli pasją dla Boga i miłością do ubogich - jako prezenty wybrali upominki z supermarketu. Były to ciepłe kurtki, czapki, rękawiczki, śpiwory, które mieli zamiar ... podarować swoim gościom. Byli to ubodzy i bezdomni mieszkańcy ich miasta, których zaprosili na ślub. Na weselu państwo młodzi stanęli za stołem i nakładali swoim gościom jedzenie. Jeszcze przed ślubem poprosili oni pastora, aby był wrażliwy na głos Ducha Świętego, gdyby okazało się, że Bóg chce kogoś uzdrowić w czasie ceremonii ślubnej.
Na ślubie pojawił się Luke wraz z żoną. Przyszli oni, bo wiedzieli, że dostaną coś do zjedzenia. Luke miał trudności z chodzeniem i musiał używać laski. Na obu przedramieniach i dłoniach miał założone szyny, a na szyi duży kołnierz ortopedyczny.
Pastor i jego brat zaczęli się modlić za Luke'a. Najpierw zostały uzdrowione nadgarstki. Potem modlili się za krótszą o 2,5 cm nogę po wypadku, która ... wyrównała się ze zdrową nogą i w dodatku zniknął wszelki ból. Następnie modlono się za kark. Okazało się, że Luke miał nowotwór i potrzebuje kołnierza z powodu zaniku mięśni w tym miejscu. Modlitwa sprawiła, że mięśnie zostały odbudowane a guzy zniknęły. Podczas badań jego lekarz stwierdził, że Luke jest całkowicie zdrowy. Przede wszystkim Luke i jego żona zaczęli służyć Jezusowi, a w przeciągu kilku tygodni Luke po raz pierwszy od 17 lat znalazł pracę.
Młodzi Ralph i Colleen stworzyli bardzo dobre "warunki dla cudów", tak że Bóg mógł swobodnie działać w tym klimacie miłości i troski o ubogich.

W ostatnią środę wieczorem mieliśmy w naszym kościele mszę z modlitwą o uzdrowienie. Podczas adoracji w pewnym momencie przyszło mi na myśl to wydarzenie, o którym czytałem rano z bardzo wyraźnym wskazaniem na uzdrowienie karku. Byłem przekonany, że to 'nieprzypadkowe' przypomnienie, więc podzieliłem się moim przekonaniem, że Pan dotyka osobę, która ma chory kręgosłup szczególnie w okolicach szyi... Zaraz po mszy podeszła do mnie młoda kobieta, która powiedziała, że od trzech lat ma bóle w karku i była bardzo poruszona. Powiedziałem, że jeśli Pan ją uzdrowił, to złoży niedługo o tym świadectwo. Dziś dostałem mail od innej osoby, która przyprowadziła na mszę swoją przyjaciółkę. Napisała mi o niej: "choruje na tarczycę i w momencie, gdy ktoś powiedział, że Jezus dotyka osobę, która choruje na wysokości kręgów szyjnych poczuła wielkie ciepło w tym miejscu"...

Panie! Wierzymy, że twoje królestwo jest pośród nas i chcesz potwierdzać nam także dziś poprzez znaki i cuda, po co przyszedłeś.

Pan pokazał mi, że książkę tę miałem czytać dopiero teraz, a nie zimą oraz że słowo poznania, które może do nas przyjść, nie pojawia się "znikąd", ale posługuje się On naszą wyobraźnią, wrażliwością i doświadczeniami, przez które przemawia...

7 komentarzy:

  1. Bogu niech będą dzięki... Ojcze Sławku, za Twoją wiarę i zaufanie też wielkie dzięki!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Szkoda, że tak mało katolickich kapłanów i protestanckich pastorów, których znam jest prawdziwie otwartych na działanie Ducha. Szkoda, że tak mało świeckich osób, które znam są otwarci na Ducha. Szkoda, że ja nie potrafię się na Niego otworzyć na maxa... Ale dobrze, że On jest niezawodną nadzieją, która "wieje gdzie chce"...

    OdpowiedzUsuń
  3. Każde wydarzenie ma swój czas,czasem potrzeba dojrzeć do pewnych prawd-to jest życie,które w jakiś sposób poprzez wydarzenia kształtuje nasza psychikę,charakter..
    We wszystkim powinna być jednak równowaga-człowiekowi jest potrzebny zarówno Bóg jak i dobrzy ludzie ,kiedy to ma miejsce zdarzają się cuda.
    Życzę wszystkim dobra i oby ono zdarzało się w naszym codziennym życiu jak najczęściej.
    Zbyt mało jest radości,uśmiechu-Bóg jest radością,ukojeniem,ale czasem tak jakoś milczy prosząc o cierpliwość i bezgraniczne zaufanie.Nie zawsze tak po ludzku jesteśmy w stanie to zrozumieć w chwilach cierpienia

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo bliskie mi jest to, co ojciec tu opisuje. Nie o uzdrowieniu mówię, a o znakach. Jakże są wyraźnie, kiedy człowiek pragnie je zauważać i jak łatwo je przegapić. A przecież owoce są takie piękne.

    OdpowiedzUsuń
  5. Swego czasu pisałem na http://palabra.blog.pl - teraz zapraszam do siebie na http://niedowiarstwomoje.blogspot.com

    Pozdrawiam, dodając do linków :)

    T.

    OdpowiedzUsuń
  6. To absolutnie cudowne, że coraz więcej jest kapłanów, którzy pozwalają Duchowi przemawiać swoimi ustami. I to nie tylko na spotkaniach charyzmatycznych "w sosie własnym", ale w codzienności, na Eucharystii... Mój proboszcz kiedyś "rzucił" poznaniem o uzdrowieniu na Mszy św. w środku tygodnia :) Oczywiście także i to poznanie znalazło swoje potwierdzenie.

    Czytając ojca świadectwo zastanawiałam się, o jakim charyzmacie mowa, o który ojciec prosił - teraz już się domyślam, skoro to miał być jeden jedyny :)

    Pozdrawiam i dzięki za świadczenie w sieci :) zapraszam na http://forum.e-sancti.net/ , jeśli ma ojciec czasem chwilkę. Gosia

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.

web stats stat24 wizyt na stronie od 15.01.2010