sobota, 3 października 2009

Anioł Stróż

Wczoraj w liturgii Kościoła wspominaliśmy Aniołów Stróżów. Dla wielu osób anioł stróż oznacza pierwszy kontakt z rzeczywistością nadprzyrodzoną. Jak sięgam pamięcią, właśnie modlitwa: "Aniele Boży, stróżu mój" była pierwszą modlitwą, której nauczono mnie jako kilkuletnie dziecko ("Ojcze nasz" było zbyt trudne...). Z czasem "przyjaźń" z moim aniołem stróżem została mocno zaniedbana...
Rano na mszy w homilii powiedziałem kilka słów o aniołach: o łagodnym działaniu aniołów, podsuwających delikatnie dobre myśli, które możemy podjąć i natarczywym działaniu upadłych aniołów, które przymuszają nas do jakiegoś zła... Zaraz potem przyszła wątpliwość: czy aniołowie to przypadkiem nie jest dawny, "przednaukowy" sposób postrzegania naszego świata wewnętrznego - dobrych myśli, pewnych inspiracji, które prowadzą do jakiegoś dobra? Czy nie były one próbą wyjaśnienia tego, co dzieje się naszym wnętrzu, ale co jest zewnętrzne do naszej wolności?
Zostawiłem te wątpliwości na bok.
Wieczorem, tuż przed snem, gdy zabierałem się do mojej modlitwy, mój wzrok przyciągnęła biała kartka, leżąca na stoliku obok łóżka. Pojawiła się tam po przeprowadzce i porządkach sprzed kilku dni. Znalazłem ją w jakiejś mojej książce. Był to list od mojej duchowej siostry - karmelitanki bosej. Wczoraj wieczorem wziąłem go do ręki i czytam:
Kochany Sławku!
Stając z wielką wdzięcznością wobec tajemnicy wybrania Bożego, do oblubieńczej zażyłości i przyjaźni z Chrystusem oraz wobec obdarowania charyzmatem Karmelu właśnie, zapraszam Cię do uczestnictwa w uroczystości Pierwszej Profesji, którą złożę podczas Eucharystii we wspomn. Aniołów Stróżów 2 października 2004 r.
Zapraszam Cię także do wielkiego dziękczynienia, bo Ty przecież dobrze wiesz, że "nie można dać swego życia Chrystusowi na próbę", ale złożyć można tylko dar bezwarunkowy i nieodwołalny - co jest moim największym szczęściem!
"Przybądź Duchu Święty..."

List ten czekał dokładnie 5 lat, aby ponownie trafić do mojej ręki we wspomnienie Aniołów Stróżów...

Dzięki Ci, że jesteś przy mnie, mój Aniele Stróżu!

poniedziałek, 7 września 2009

Zbyt zajęty, by się nie modlić

Wybaczcie wszyscy, którzy wchodzicie na tego bloga, że długo nie dzieliłem się z Wami moim doświadczaniem powiewów Ducha, których nie brakowało, choć czasem trudniej je było uchwycić, a jeszcze trudniej przenieść na bloga... Wierzę za to, że Duch powiewał mocno w waszym życiu.

Wczoraj była pierwsza od dwóch miesięcy niedziela, którą spędziłem u siebie w Gdyni. Mogłem też część przedpołudnia pobyć w ciszy na modlitwie, jak to zdarzało mi się w niedziele przed wakacjami. Z przerażeniem zobaczyłem, jak ... trudno jest mi się skupić i modlić. Z siłą wracały wspomnienia z wakacji i "troska" o to, co trzeba zrobić na początku tego nowego roku szkolnego...
Sięgnąłem więc po książkę, którą tydzień temu podarowała mi rodzina moich przyjaciół, u których spędziłem jeden dzień na zakończenie moich krótkich wakacji w Beskidzie Żywieckim. Książka miała być ewentualną propozycją dla uczestników rekolekcji ewangelizacyjnych, które za tydzień będą w naszej gdyńskiej parafii. Okazała się jednak dobra dla mnie na ten czas. Tytuł: "Zbyt zajęci, by się nie modlić".
Widzę, że liczne akcje duszpasterskie z wakacji (JDM, pielgrzymka, rekolekcje) mogą stać się "zajęciem", które subtelnie odrywa od modlitwy wewnętrznej. Subtelnie - bo świadomość, że wszystkie te zaangażowania są głęboko duchowe, może osłabić walkę o osobistą modlitwę.

Gdy tydzień temu wróciłem z wakacji, wieczorem 31 sierpnia po raz kolejny usłyszałem w TV słowa Jana Pawła II: "Każdy z was, młodzi przyjaciele, znajduje też w życiu jakieś swoje „Westerplatte”. Jakiś wymiar zadań, które musi podjąć i wypełnić. Jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć. Jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić. Nie można „zdezerterować”." Natychmiast odniosłem je do mojej ... modlitwy.

Nie mogę „zdezerterować” z mojej modlitwy.

środa, 1 lipca 2009

Krzesło

Wczoraj byłem na spotkaniu i mszy św. z ks. Johnem Bashoborą, który posługuje charyzmatami modlitwy o uzdrowienie i uwolnienie. We mszy uczestniczyło kilka tysięcy ludzi. Ks. Bashobora głosił z mocą Słowo Boże oraz służył modlitwą i słowem poznania. Wierzę, że Pan posługiwał się nim.
We mnie jednak największe pocieszenie wywołało ... krzesło. :)
Na podeście, gdzie znajdował się ołtarz, były miejsca dla kapłanów. Większość z boku i kilkanaście krzeseł za ołtarzem. Gdy rozpoczęła się msza święta, zająłem miejsce na pierwszym krześle za amboną. Zauważyłem zaraz potem, że zabraknie krzesła dla tłumaczki - Edyty, z którą kilka razy w życiu się spotkaliśmy. Uczestniczyła m.in. w pierwszym spotkaniu naszego gdyńskiego DA w 2003 roku... Potem widzieliśmy się może 2 razy. Gdy wszyscy usiedli i rozpoczęło się 1 czytanie, okazało się, że Edyta stoi za plecami księży. Wstałem więc, wziąłem krzesło, na którym siedziałem i zaniosłem jej, aby mogła usiąść obok ks. Bashobory. Idąc poszukać sobie jakieś miejsce z boku za grupą księży, dostrzegłem, że za potężną kolumną, w pierwszym rzędzie jest jedno wolne miejsce... Jakby czekało na mnie. Potem okazało się, że dzięki temu w czasie homilii mogłem być bardzo blisko ks. Bashobory, widzieć jego twarz, a nie oglądać jego plecy i dobrze wszystko ... słyszeć.
Po mszy świętej przywitaliśmy się z Edytą, a ona powiedziała: Dziękuję za krzesło. Byłam już taka padnięta, że ledwo stałam...

"Owocem zaś Ducha jest miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność. łagodność, opanowanie." (Ga 5,22-23)

czwartek, 25 czerwca 2009

Dzień ojca

Duch zawiał dzisiaj do mnie "skądinąd". Dostałem dziś mail od młodej osoby, z którą znamy się od jakiegoś czasu. Bardzo mnie poruszył. Zaraz po nim przyszedł mail z najnowszego komentarza bloga:"Ojcze, gdzie są… nowe notki??!!;P". Pomyślałem od razu, że to właśnie nie przypadek i uznałem, że ten mail doskonale nadaje się do bloga. Za zgodą autorki umieszczam go poniżej:

"Stan mojego zdrowia wymusił na mnie pójście do lekarza, czekając na swoją kolej miałam duuużo czasu, aby przyjrzeć się delikatnie osobom znajdującym się w poczekalni. Istotą tej sprawy jest to, że wszyscy tam zebrali oczekiwali wizyty u ginekologa, co zawsze wprowadza lekko nerwową atmosferę, która płynie szczególnie od mężczyzn, a nie od ich partnerek :). Ci ojcowie (jeszcze tego w poczekalni nie świadomi, że są ojcami na 100%) mają najczęściej takie miny, jakby chcieli uciec i najczęściej nie towarzyszą kobietom w trakcie wizyty, tylko trzęsą nogą nerwowo. I dzisiaj zaobserwowałam "coś" co wzbudziło we mnie ogromny uśmiech i uspokoiło również moje serce, gdy bałam się co wyniknie z moich badań. Otóż... były w poczekalni dwie pary. Jedna zbyt wiele ze sobą nie rozmawiała, widać było, że się bardzo denerwują. Niestety z gabinetu prawie wszystko słychać, co mówi lekarka i pacjentka, więc usłyszałam, że kobieta ta jest w ciąży i jak sama później powiedziała, że nie planowała itd. "nerwowy tata" w tym momencie wyszedł z poczekalni na dwór... Wyglądał jakby miał paść trupem. Kobieta gdy wyszła równie smutna i blada z gabinetu szukała wzrokiem "taty dziecka" i jeszcze smutniejsza wyszła z poczekalni. I teraz kontrast, czyli małżeństwo, które wprawiło mnie w ogromną radość serca. W trakcie oczekiwania na moją kolej, usłyszałam jak ktoś coś szepcze, sam do siebie. Mężczyzna siedział koło swojej żony, obejmował ją, trzymał za ramię i... modlił się! Po chwili w ręce jego zauważyłam książeczkę oprawioną w brązową skórę z dużym srebrnym krzyżem. Gdy zerknęłam "do środka", zobaczyłam fragmenty Pisma Świętego i modlitwy. Był to dla mnie tak ogromny szok, że jeszcze bardziej "zaniemówiłam w ciszy". Mężczyzna ten był bardzo spokojny i uspokajał nerwową żonę. Gdy weszła do gabinetu, on nie przestawał się modlić, a po pewnym czasie lekarka oświadczyła jego żonie, a zarazem całej poczekalni, że jest w 6 tygodniu ciąży. Zapewne przygotowany na to mężczyzna, trwał ciągle w modlitwie. Może się wydawać, że robił to "na pokaz" jak czasami się to zdarza, ale tutaj czuć było prawdziwe oddanie, miłość i potrzebę modlitwy.

Ojcze, był to na prawdę piękny widok, a zarazem piękne i życiowe potwierdzenie cudu narodzin i oddania swojej rodziny Bogu! Było też to dla mnie potwierdzeniem mojego trwania w postanowieniu zachowania czystości do ślubu i oddania mojej przyszłej rodziny opiece Ducha.

Dla tego mężczyzny musi to być najpiękniejszy prezent na dzień ojca :) a ja postanowiłam modlić się szczególnie za osoby, które nie chcą dziecka i nie są gotowe na jego przyjście, jak i za moich rówieśników, żeby szanowali swoje ciało i planowali wszystko w Duchu :) "

Nic dodać, nic ująć!

niedziela, 7 czerwca 2009

Tata, Jezus i Sarayu

Dziś uroczystość Trójcy Świętej. Zdałem sobie sprawę, że książka, którą właśnie przeczytałem oprócz wspomnianych wczoraj przeze mnie spraw, jest jedną z najpiękniejszych przypowieści o ... Trójcy Świętej. Ojciec - Tata przez większość powieści jawi się jako ... Murzynka. Jezus - to Jezus - żydowski robotnik, a Duch Święty to ... Azjatka o imieniu Sarayu, co oznacza ... wiatr. W pierwszym momencie uderzyła mnie postać Taty w postaci kobiety. Ale im dalej czytałem, tym bardziej rozumiałem, jak bardzo Bóg stał się dla nas odległy przez to, że nazywając go Ojcem - przenosimy na niego często trudne doświadczenie naszego ziemskiego ojca. Pod koniec powieści Tata ujawnia się też jako mężczyzna. Tak czy inaczej skoro jesteśmy stworzeni na obraz Boży jako mężczyźni i kobiety ("Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę" Rdz 1,27), to czyż Bóg nie ma w sobie w pełni cech kobiety i mężczyzny...? Jezus to ... Jezus. Najbardziej zadziwiająca jest jednak Sarayu, będąca odpowiednikiem Ducha Świętego.
Chata próbuje ukazać relacje, jakie panują w tej doskonałej wspólnocie osób. Zarazem ich "zadania" w relacji do stworzenia. Nie mogłem trafić na lepszy "prezent" na uroczystość Trójcy.
Gdy dzisiaj w czasie homilii o. Prowincjał mówił o Trójcy Świętej, przyszło mi na myśl, że św. Ignacy ujrzał Trójcę jakby pod postacią ... trzech klawiszy organowych. Bardzo prosty i skromny obraz. Czyż nie jest piękniejszym obraz domu, w którym trzy osoby: Tata, Jezus i Sarayu żyją w wielkiej zażyłości i miłości...
web stats stat24 wizyt na stronie od 15.01.2010